Naszego jedzenia trudne początki, czyli rzecz o rozszerzaniu diety, niejadku i pierwszych próbach samodzielnego jedzenia

8514021982_18b24f9e4a_b

Dzisiaj trochę inny wpis. Dostałam kilka głosów,  że chętnie skorzystalibyście z pomysłów na dania dla najmłodszych. Dlatego powstała nowa kategoria właśnie dla nich :).

Początki

Na początku chciałam się z Wami podzielić swoimi doświadczeniami z rozszerzaniem diety Jaśkowi. Bo to nie tak, że ja się realizowałam kulinarnie dla syna, a on z radością wcinał rosołek na króliku. Od razu ustalmy jasno- nie chciał nic. Nic innego niż cyc go nie interesowało. Ajjj jaki to był trudny egzemplarz… Od momentu startu z rozszerzaniem diety (ok 6 mc) do 9 mc nie zjadł nic. Krzywił się, pluł, rozrzucał, rzucał (rozrzucał i rzucał to zdecydowanie dwie kategorie radzenia sobie z jedzeniem) i ostatecznie wiercił i płakał. A ja razem z nim.

image

I to nie tak, że dawałam mu coś na siłę albo coś czego sama bym nie zjadła- on po prostu nie chciał i już! Dobrze, że w porę zrozumiałam, że najzwyczajniej w świecie nie był jeszcze gotowy na pokarmy stałe. Musiał dojrzeć. Bo każde dziecko jest inne! Więc kochane mamy- nie chce jeść? To nie. Może chapśnie tej nieszczęsnej marchewki za piątym lub dwudziestym razem. A może wcale? To też nic nie szkodzi :).

U nas to trwało chwilę, ale opłaciło się poczekać, być cierpliwym, konsekwentnym i opanowanym. Wiem, że karob z bananem na ścianie może próbować to zepsuć, ale nie dajcie się! Zaczną w końcu jeść. I jak mówi moja koleżanka i pierwsza mama w towarzystwie – „znasz zwierzę co by się zagłodziło? Bo ja nie”. Może dość brutalne, ale prawdziwe 😉

BLW (and. Baby Led Weaning)

czyli bobas lubi wybór (więcej o samej idei przeczytacie sporo w internecie, na przykład: tu czy tu). Czy od początku wiedziałam, że ten sposób wybierzemy? Pewnie, że nie. Nie jadł to próbowałam wszystkiego. Przecierki, lekko rozgniecione musy, warzywa i owoce w całości, pokrojone…

image

Działo się wszystko. Ale ostatecznie stwierdziłam, że ja chce też zjeść. Mieć 5 min na wypicie kawy bez denerwowania się na jedzenie na włosach, podłodze – generalnie wszędzie tylko nie w ustach mojego syna. Zaczęłam więc po prostu gotować mu warzywa w całości, owoce kroiłam na mniejsze części i kanapki na kwadraty. Nie jadł wiadomo dalej, ale świetnie się bawił przy jedzeniu. Oglądał, badał i nawet czasami coś posmakował- oczywiście wieńcząc testing grymasem niezadowolenia.

Ostatecznie w okolicach 9 mc postanowił wziąć łyżeczkę kaszki do ust. Pamiętam jak dzisiaj. Sobota, my z W jemy jajecznice, a on wkłada i zjada zawartość łyżeczki. Oniemiałam wtedy na chwilę i…się popłakałam! No durna popłakałam się ze szczęścia, że dziecko to moje jedyne coś wreszcie zjadło 😍🙏.

Mamo, daj jeszcze!

Od tamtej pory wcina równo. Potrafi zjeść 4 parówki (tak daje mu parówki) czy talerz zupy. W żłobku jak go odbieram słyszę np. : „Dzisiaj była kasza jaglana zapiekana z warzywami. Dzieci nie chciały jeść, a Janek zjadł wszystko” :D. Mój mąż się śmieje, że Jaśko je więcej ode mnie, a wygląda nadal jak szczypior. Od jakiegoś czasu wylądowaliśmy w 3-10 centylu, ale taki widać jego urok. Tutaj należy się ukłon w stronę pani pediatry, która popatrzyła też na dziecko, a nie tylko ślepo w siatki centylowe.

Jak i co?

Na początku rozszerzania diety zafiksowałam się jak nie wiem. Wyznaczyłam sobie pory o których będę podawać Jankowi jedzenie. Jak oczywiście się spodziewacie – spróbuj ustalić jakieś sztywne pory z takim maluchem. A to spał dłużej, a to wcale nie spał, a to chce cyca, a to generalnie w ogóle ma mnie w nosie :). Więc próbowałam kiedy była okazja. Coś w okolicach 10 (zazwyczaj owoce lub kanapeczki) i w okolicach 14 coś na kształt obiadu. Janek jadł od początku rączkami i łyżeczką. Karmić się nie dawał. Nie pozwalał nawet trzymać i pomagać mu z łyżeczką. Po prostu „Ja sam!”.

Z czasem sam wybrał pory jedzenia, a właściwie najbardziej to sprawę wyregulował żłobek. W dzień roboczy Młody je w domu owsiankę z nami (lub nie – zależy od humoru), a w żłobku jedzą śniadanie (kanapeczki), zupkę i drugie danie. Po powrocie ze żłobka, a właściwie już na trasie je owoce lub kawałek domowego ciasta. Spokojnie mamuśki, kupne ciastka też zdarzyło mi się mu dawać. Chrupasy (czyt. chrupki kukurydziane) oczywiście też.

image

Kiedy jesteśmy w domu staramy się trzymać rytm żłobkowy, czyli rano jemy razem śniadanie – w weekendy próbujemy jajecznicy, parówek czy kanapek. Potem zupka, drzemka, drugie danie, spacer+przegryzki i kolacja.

Oczywiście zdarzają się dni kiedy humor może tylko uratować poprzytulanie się do piersi. Czasami zje 4 posiłki, a czasami z łaską 2 z czego jeden to chleb z masłem, a drugi to ziemniaki z zupy. Nie przejmuję się tym jednak. Daje dziecku wolną rękę proponując co tylko wydaje mi się najlepsze. Pamiętajcie, że nie samymi brokułami żyje człowiek. Pozwólcie maluchowi też na chwilę rozpusty przy naleśniku z bananem.

Podsumowując: Rodzicu! Nie daj się zwariować! Dzieci są różne, jedne jedzą od razu pięknie karmione przez mamę, a drugie mają w nosie jedzenie długie lata. Bez wpadania w paranoję. Próbujcie, testujcie. Tylko co najważniejsze : Nic na siłę! Z tego może być tylko więcej szkody niż pożytku.

Drogie mamy, zapraszamy do naszej kuchni z Jaśkiem. Rozgośćcie się i smacznego 😘

UWAGA!
Zebrałam tutaj moje doświadczenia i uwagi. Nie jest to zastępstwo dla porady lekarskiej czy fachowej literatury. Jeśli masz jakieś wątpliwości zapytaj swojego lekarza. Jak już napisałam – każde dziecko jest inne i każde potrzebuje indywidualnego podejścia.

2 Comment

  1. Hej, bardzo wolno ładuje się strona na mobilce

    1. Taste life up says: Odpowiedz

      Hej!

      Dzięki za info. Wdrażamy odpowiednie kroki 😉

Dodaj komentarz